21.6.18




unoszę się nad ziemią na skutek konwekcji, która sprawia, że woda przekracza poziom zamarzania, a potem kręci się i kręci i spada gradem, by przebić się przez grunt i warstwę powierzchniową długiej rzeki. wiatr mnie porywa i rozrzuca po kątach niezorganizowane myśli, które adsorbują strach i podekscytowanie pełne uroczystej powagi. czy to być może? że słońce nie zajdzie, a potem nie wzejdzie, że przeżyję, przetrwam i przemarznę do szpiku kości, robiąc jeden krok za dużo poza granicę swoich możliwości. jestem tutaj, choć będę tam, gdzie konwekcja zaprzecza prawom fizyki, a wiatr wieje już w zupełnie inną stronę. będę tam, choć jestem tutaj, rozentuzjazmowany front chłodny nadchodzi z północnego zachodu.



15.6.18

14.6.18



oulu, finland

8.6.18


3.6.18



29.5.18


28.5.18



finland

25.5.18


helsinki, finland

23.5.18


helsinki, finland

22.5.18




czas tonie jak wyspa w objęciach erozji, abrazji, w głowie lovund i træna, miasta i przytłoczone ciężarem powietrza wrzosowiska, na których kładę się i zasypiam. myślę o wyspach, które toną, i o tonięciu na przekór wyspom, o wędrówce przez wypiętrzony ląd i półśnie na zimnej, wietrznej plaży, w drodze do miejsca, w drodze do którego jestem praktycznie od zawsze. zawężam świat do okręgu na wyciągnięcie własnych ramion, jesteś w nim więc tylko wtedy, kiedy bardzo się zbliżysz, a ja się nie cofnę. chcę już pisać nuty i słowa i tkać mgłę pomiędzy siedmioma wzgórzami, gdzie trudno będzie mnie znaleźć.



15.5.18





helsinki, finland

13.5.18