25.4.15


23.4.15




w mojej głowie lodowce. topnieją. ja tonę. on tonie. i wszędzie morze, i roztrzaskane kontynenty, i skronie.



22.4.15

19.4.15

18.4.15

17.4.15

12.4.15


11.4.15


8.4.15


7.4.15




styczeń płakał lodem, skrzeniem, zmęczeniem drzew iglastych, ciężarem ich krystalicznego brzemienia na wiecznie zielonych ramionach. byłam sama, gdy styczeń mnie zastał płakaniem, słyszałam pukanie w szklaną powłokę magnetycznego pola. zastał mnie zastaną w pół ruchu, w pół słowa, w pół drogi łez w kierunku podłogi. w zwierzęcej akinezji. codziennie celebrowaliśmy codzienność, codziennie wiał wiatr, przewracał krzesła, strzępił firanki, to było bardzo długie przyjęcie, byliśmy sami, płakaliśmy lodem, nagłymi rozbłyskami świetlnych załamań, byłam zakochana, nie istniałam. a jednak - byłam na tyle, by być sama.



6.4.15


5.4.15

2.4.15