7.4.15




styczeń płakał lodem, skrzeniem, zmęczeniem drzew iglastych, ciężarem ich krystalicznego brzemienia na wiecznie zielonych ramionach. byłam sama, gdy styczeń mnie zastał płakaniem, słyszałam pukanie w szklaną powłokę magnetycznego pola. zastał mnie zastaną w pół ruchu, w pół słowa, w pół drogi łez w kierunku podłogi. w zwierzęcej akinezji. codziennie celebrowaliśmy codzienność, codziennie wiał wiatr, przewracał krzesła, strzępił firanki, to było bardzo długie przyjęcie, byliśmy sami, płakaliśmy lodem, nagłymi rozbłyskami świetlnych załamań, byłam zakochana, nie istniałam. a jednak - byłam na tyle, by być sama.