17.6.15




gdzieś w szumie. w mowie, której nie rozumiesz. w burzy, co burzy spokój, wróży stany dalekie od skupienia. prywatne więzienia, które buduję z wyolbrzymień i skłonności. z poczucia odrzucenia(, z) miłości. z utraty i zapomnienia. wbijam cienkie igły w każdą dostępną powierzchnię szarej skały, którą jestem. zapuszczam wciąż uparcie zatrute korzenie. głębiej, mocniej, dalej i boleśniej. zmiany, których dokonuję, idealnie maskują moją niezmienność. zrzucam liście na zimę i wypuszczam nowe na wiosnę, ale pod nieprzepuszczalną warstwą gleby rosnę i trwam wciąż taka sama.