26.7.15




stoję na pustej scenie za zimną kurtyną z mozaiki betonu i żelaza. jeszcze mam przed oczami wyrwane ciemnogranatowości świetlne dziury na kształt spalających się pierwiastków. boję się siebie rzuconej na otwartą przestrzeń, boję się bezładnego drgania strun głosowych i materii, która wchłania w siebie dźwięki na zawsze. jestem wciąż wieżą na wzgórzu i wyrzeźbionym przez morze wybrzeżem, nie wierzę w bezbrzeżną emanację rozżalenia i kłamstwo, które staje się prawdą. w dombås przesiądę się w pociąg do åndalsnes, nie odnajdziesz mnie nigdy.