1.12.15




nadszedł grudzień białą powłoką opadającą skrzącym się pędem na moje miasto. szczyty wzgórz nikną w chmurach, które nadchodzą ze wschodu. chciałabym nauczyć się napatrzeć, nauczyć się utrzymać na powierzchni rogówki ten perfekcyjnie skomponowany obraz mojego miasta. uczę się odwracać wzrok od niezaistniałych spojrzeń i zwracać go właśnie tam, ku mojemu miastu, które wyrasta przede mną jak pomnik powstały z najtrwalszej skały moich długoletnich wyczekiwań i zakochań. w moim ciele pulsuje wciąż przeszywający rytm, znikam, kiedy zamykam oczy i wystukuję niecierpliwymi palcami o szklane żebra nerwową melodię pianoforte o własnym odnalezieniu się w zgubieniu, czasem miewam sny. już nie wrócę.