29.2.16


28.2.16


25.2.16




nie ma końca białych opadów, nie ma innej pory roku, tylko wieczna zima, co brnie wbrew światłu, które wraca wbrew barwom pory roku, oprócz której nie ma innej. uparte trwanie wewnątrz gęstej ciemności jest tylko konsekwencją obawy przed zaburzeniem równowagi. jestem wieczną bielą i wieczna czerń jest tym, co trzyma mnie w ryzach i pośrodku. nie chcę półśrodków, nie chcę po prostu i z dnia na dzień, muszę biec ku krawędzi, rytualizować, umierać i żyć bardziej. nie ma później ani wcześniej, jest tylko roztrzaskany w kryształkach lodu widok na białe obrzeża rozżarzonego świata. stąd nie ma powrotu.



23.2.16


selfportrait

19.2.16






selfportrait

18.2.16


16.2.16

15.2.16

14.2.16


13.2.16


11.2.16




jeszcze czuję, jak kłuje i krwawi rozżarzone znamię na prawym ramieniu, które przypomina i płacze i wtłacza w krwiobieg zapomnianą wizję. chcę stanąć na brzegu jeziora i pamiętać, aż do bólu. aż do końca bólu. nie potrafię do końca ani od początku zrozumieć tego miejsca i dróg, którymi mnie prowadzi. potrzebuję znów słów, które nie składają się z głosek i głosu, który nie składa się ze słów. znów pada śnieg z bezchmurnego nieba, nic nie ma tam, gdzie była potrzeba.



9.2.16




dagslyset som kom.



8.2.16

7.2.16


dresden, germany

5.2.16




jordskjelvet som kom.



4.2.16


2.2.16




małe światło u stóp wielkiej góry i pękający pod stopami lód. ślady stóp śledzące te same ślady innych stóp i pękający lód. i pękający głośno lód. niebo otwiera się, kiedy mówisz do mnie językiem decybeli, ziemia otwiera się, kiedy ona mówi do niej słowami, pod którymi uginam się i które drążą, jak kropla skałę, wciąż to samo miejsce na mojej skórze. to samo miejsce, które zmienia się w jedną, niewinną kroplę krwi, kiedy odwracasz wzrok i przestajesz czu(wa)ć. nie jestem i nigdy nie będę, ale mimo to unoszę się i strącam starannie nieuważnymi ruchami śnieg z woalujących gałęzi. mój dom śpi ciężkim snem zimowym, a ja wyruszam w podróż, która składa się z jednego kroku. pozwól mi dotknąć żarzącej się powierzchni wody i zapuścić korzenie w równinie abisalnej, gdzie nikt nigdy nie znajdzie tego, co pragnie być znalezione. lód pęka głośno, ale jeszcze wciąż ciszej niż najgłośniej, nie patrz w dół. przede wszystkim jednak nie patrz w górę.