25.2.16




nie ma końca białych opadów, nie ma innej pory roku, tylko wieczna zima, co brnie wbrew światłu, które wraca wbrew barwom pory roku, oprócz której nie ma innej. uparte trwanie wewnątrz gęstej ciemności jest tylko konsekwencją obawy przed zaburzeniem równowagi. jestem wieczną bielą i wieczna czerń jest tym, co trzyma mnie w ryzach i pośrodku. nie chcę półśrodków, nie chcę po prostu i z dnia na dzień, muszę biec ku krawędzi, rytualizować, umierać i żyć bardziej. nie ma później ani wcześniej, jest tylko roztrzaskany w kryształkach lodu widok na białe obrzeża rozżarzonego świata. stąd nie ma powrotu.