29.3.16




i was wrong, i was right, ingenting vil bli som før.



17.3.16


14.3.16


loen, norway

12.3.16


11.3.16




cienki, żółty księżyc nisko nad moim miastem. jeszcze ciągle śnieg pod stopami, kiedy przekraczam granicę, którą narysowałam sama. przekraczam granicę, którą narysowałam sama. może narysowałam ją właśnie dlatego.



7.3.16




zamykam oczy, szukając ciszy zaszczepionej podskórnie, gdzieś tam, gdzieś na pewno. topnieją śniegi metodą prób i błędów, akcji i reakcji, przyczyn i skutków. kończy się pora roku, co wrosła w serce i dotykała wszędzie, kończy się, choć nie potrafi opuścić mojego domu, trzyma wciąż w objęciach, kiedy łzy i wszystko to rozpuszczone chemicznie w jednorodnej substancji, dla struktury której postradałam co najmniej zmysły. nocą przemierzam puste ulice i ciemne, leśne drogi wyzute z końców i celów. wspinam się na zakazane wzgórze w kierunku zielonych świateł i tragicznie samotnych, spadających gwiazd. marznę i drżę z widokiem na roziskrzone w dole miasto, moje miasto, i ciemną otchłań groźnego morza. wyznaczam środek nocy z matematyczną dokładnością, rozrywam przestrzeń wzdłuż pęknięcia między zimą a wiosną, patrzę już tylko w niebo. już tylko niebo patrzy we mnie.



6.3.16


norway

4.3.16


2.3.16




norway