19.4.16




cienka, przerywana linia, co wyznacza granicę pomiędzy byciem mną, a posiadaniem mojego życia. rozmycia, co czynią ją trudną do dostrzeżenia, jeśli nie popatrzysz z bliska. nie patrz z bliska. z bliska rozedrgane iskry wpadają do oczu i wypalają rogówkę, nie zobaczysz już nic więcej. z bliska trudniej zrozumieć, właśnie dlatego, że łatwiej dostrzec. zmieniłam współrzędne pobytu, ale jestem pewna, że to wciąż ta sama kraina, którą kartowałam staranie jesienią, wierząc jeszcze we własną wersję wydarzeń. wciąż jeszcze stoję tam, gdzie wrastają w ziemię moje korzenie, u wybrzeży mórz, na zimnym, czarnym  piasku, w samym środku wietrznego i wiecznie pochmurnego pustkowia, na północnej półkuli zapomnianej zbyt dawno i na zbyt długo planety, gdzieś na krawędzi galaktyki. sama, bo taką się wymyśliłam.