4.4.16




ze wszystkich sił zamykam oczy i wędruję na północ stąd, stamtąd, albo w głąb, byle tylko z dala od podstępnej, występnej i niedostępnej już przecież przeszłości, która odeszła bez słowa. i bez przyczyny. słońce znów zachodzi przez pół nocy po północnej stronie nieba, pod stopami niema ziemia i trawa, wśród której zamieszkam, kiedy już zniknę z zasięgu wzroku. czekam na deszcz, na liście, i na bezmyślny, choć odważny, a odważny właśnie dlatego że bezmyślny - skok w głęboką, zimną wodę. jestem z powrotem, bezpowrotnie.