12.5.16




nie jestem gotowa. każdego dnia od nowa i już niemal na pamięć. niebo pęka nad moim miastem, które roztapia się, kiedy patrzę wciąż niedowierzającymi oczami. nie kochałam. nikogo i niczego, i nigdy, tak, jak teraz tę chemiczną substancję, która uderza mi do głowy. nie jestem gotowa. drążę w skale ciepłą, nieśmiało szeleszczącą niszę, pomiędzy podróżą na południe, a wędrówką na północ, nocą nad morzem i wzgórzem, które zdobyliśmy prędzej lub później. nigdy wcześniej. i nigdy potem.