30.8.16


27.8.16


poland

21.8.16




hope is my disease.



16.8.16


selfportrait

15.8.16




wyruszam w drogę. nie do końca wiem dokąd i co czeka tam, gdzie zaczyna się Loch Maree. jestem trochę nigdzie, a trochę roztargniona, rozogniona, trochę zaogniona jest rana po utracie, po pożegnaniu i po-widoku na nadbrzeżne miasto w dolinie. świeciło wtedy słońce. od dziś tylko deszcz i wiatr i chmurne niebo, które pragnie uczyć. samodzielności. odwagi; potrzeba mi.



13.8.16

11.8.16


10.8.16


8.8.16


7.8.16




przyjdzie jesień. w którymś miejscu na północny zachód stąd. teraz jeszcze jestem nie w domu, nie w drodze, pomiędzy i pośrodku, i dłonie mam mokre od nieuchwytnego deszczu. jeszcze wieczór, co rozszczepia czas i wprowadza w krwiobieg wyrwane, wwiercające się i wracające wciąż uczucia. patrzę na to wszystko nie całkiem z góry, zza chmury boleśnie nielogicznego tęsknienia, i pragnienia przewrócenia czasu do góry nogami. szukam dobra w każdej pauzie między smutnymi słowami, w tkankach skóry, którą budujemy sobie z piasku, szukam za siedmioma zielonymi wzgórzami, lasami, na brzegu morza, między twoją dłonią, a krawędzią mojego ciała. dziękuję za przepraszam. za wszystko pomiędzy tymi dwoma siódmymi sierpnia, i za tamten mroźny, lutowy wieczór na zamku z widokiem na już nigdy tylko moje miasto. 

gratulerer med dagen.