2.9.16




pada deszcz za oknami domu, który wiruje bezładnie wokół własnej osi. wycinam drzewa według wzoru i wbrew sobie, płaczę bardzo cicho, kiedy nie ma już nic. do stracenia. północ, południe, i blokująca przepływ krwi interakcja, która wyprowadza na manowce, wąską ścieżką przez wrzosowiska i mgły. rozumiem za późno niektóre rzeczy i podchodzę za blisko krawędzi klifu, który śpiewa cicho zapomnianą historię. chciałabym, żeby znowu przyszła zima, co chowa w skompresowanej bieli rozbiegane myśli, chciałabym, żeby przyszła wietrzna jesień i poranne, listopadowe, gęste obłoki wodnej pary, w których ukryję to, co czułam; na próżno. co to za miejsce, w którym jestem, zgadnij, mając tylko jedną wskazówkę - już tu kiedyś byłam.