20.2.17




tylko zewnętrzną warstwą odbieram jeszcze bodźce, krople zimnego deszczu na twarzy, jak zagubione nuty w ciemnej, dusznej sali. tłum, a ja na jego skraju. jeszcze wciąż i ciągle nie wiem, czy iść do przodu znaczy to samo, co zbliżać się, i czy droga doprowadzi mnie kiedyś do czegoś innego, niż tylko do innej drogi. nocą mocno i ckliwie rozniecam niecnym zamiarem powrotu - ogień delikatnego stęsknienia. za daleką północą, bliskim wschodem, dnem oceanu i środkiem pustyni, postglacjalnym krajobrazem, który drąży drażniący relief w moim poczuciu teraźniejszości. już nie mieszkam tutaj, jeszcze nie mieszkam tam, topnieją śniegi, kiedy śpiewasz mi do snu, śpiewaj zawsze. może to jeszcze nie koniec.