29.6.17




wiatr, co wyrywa drzwi i okna, co zwiastuje, ujmuje, choć nie ujmuje w słowa, jak wiele to znaczy - żyć na obrzeżach niżu. rozentuzjazmowane trawy smagają kostki, kolana, ujmują dłonie, nie ujmując w słowa, jak wiele to znaczy - żyć na powierzchni lądu, który zanika. fale rozszarpują brzeg, a brzeg rozszarpuje fale, czekam niecierpliwie na to mgnienie słońca, ułamek momentu, który będzie definiował i rozgraniczał, rozwarstwiał, otwierał i zmieniał. ujmował. i na te jasne noce i ciemne dni, na nieustanne trwanie nad brzegiem oceanu, na powietrze, które wywieje ze mnie popiół.