28.11.17


26.11.17



by AM

22.11.17




wokół i w środku papierowa makieta miasta bez fundamentów. stoję na brzegu morza betonu i drżę, gdy o kostki rozbija mi się fala dymu. tęsknię i podważam, a w międzyczasie nie jestem pewna. tracę i chcę, i nie chcę, jednocześnie. śnię i budzę się o wschodzie słońca, które gaśnie niedługo potem, rozregulowane, zakurzone. ścięliśmy lasy i zrównaliśmy góry z poziomem morza, coraz rzadziej zauważam powietrze, pamiętam jeszcze czas, kiedy to było wszystkim, co miałam. teraz mam mniej więcej.



6.11.17